Loading

Julian Antonisz - mój brat. Tekst napisany do katalogu wystawy filmowo graficznej Juliana Antonisza, która odbyła się w Nowym Sączu. 2017

©Richard A Antonius

Nowa wersja.

Sztokholm 2017

Przymykam oczy i wyobrażam sobie, że jestem srebrzystym dronem, który krąży nad Nowym Sączem.

Zaczynam od ulicy Czarneckiego, bo tu się urodziłem. Potem lecę sobie od stacji kolejowej Nowy Sącz - Miasto, aż do stacji Głównej. Wzdłuż torów. I zaraz skręcam nad Starą Kolonię.

Tak naprawdę, to nie było mnie w moim mieście już chyba 40 lat. Stara Kolonia nie wygląda już tak, jak w czasach mego dzieciństwa, czyli w połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Zresztą widzę te wszystkie zmiany wyraźnie na Google maps i Street View. Cieszę się, że ta zabytkowa dzielnica jako tako ocalała, bo pamiętam, że były plany aby ją całkiem wyburzyć i postawić tam bloki mieszkalne.

Jestem artystą i od dziecka czułem, że kiedyś i ja - na swój sposób - ocalę ten zakątek i tamten czas od zapomnienia. Próbowałem w wierszach, które pisałem dla zespołu muzycznego Zdrój Jana.

Kiedy studiowałem na ASP zrobiłem kolorową litografię z moją babcią na werandzie, a potem animowany film o sądeckich parowozach pt: Żegnaj Paro, i wreszcie, po latach, zamknąłem tamte czasy w dwóch sążnistych powieściach Czas beboka i Omnium.

Więcej klimatów ze Starej Kolonii znajdziecie w powieściach Czas beboka i Omnium.
1955 Stara Kolonia
2015 Stara Kolonia

A teraz widzę z góry znajomą postać. W kolejarskim mundurze zmierza w kierunku westybulu dworca kolejowego. Zupełnie jak mój dziadek Julian, który był kolejarzem. I była z niego prawdziwa ”złota rączka”. Tak się mówiło o ludziach, którzy w owych czasach, kiedy to brakowało wszystkiego, a już na pewno narzędzi i materiału - potrafili wyczarować np. z blachy od konserw ptaszka - świstawkę, z łuski pocisku poniemieckiego wyszlifować flakon na kwiaty, wybudować z pociętych szweli wędzarnię, albo nawet zmajstrować wagę dla babci, a z rurek wodociągowych hulajnogę dla wnuka. O tak, miałem taką! Chciałoby się powiedzieć, że ten pomnik należy się dziadkowi Julianowi.

Ale był w Nowym Sączu jeszcze jeden Julian - mój brat.

Julian z młodszym bratem Ryszardem

Julian urodził się podczas wojny - sześć lat przede mną. Podczas dramatycznych dni kiedy to Rosjanie przeganiali z miasta Niemców - Julek siedział ukryty w piwnicy domu dziadków w Starej Kolonii. Jakiś pocisk armatni minął dom i walnął w wiśnię.

Kiedy urodziłem się ja - wojna się skończyła. Dziadek Julian i babcia Filomena zdołali już drzewo podleczyć. Dziadek smarował ranę w pniu pszczelim woskiem. Z wiśni babcia robiła konfitury i upiększała nimi strudel.

Tu mieszkali dziadkowie

Jak się zatrzymam moim dronem wyobraźni nad ulicą Zamojskiego (dawniej Mariana Buczka) - to jakby to było dzisiaj - widzę, pod wiśnią stół, na nim gazetę z pośmiertnym portretem Stalina i widzę kapiące na jego czarne wąsy srebrzyste kleksy cyny. Dwóch Julianów pochyla się nad kolbą do lutowania. Dziadek mówi: - Podobno generalissimus miał strasznie zepsute zębiska. Na to młodszy Julian: - No to dziadku, zaplombujemy mu je cyną.

I mój brat podaje laseczkę cyny. - Ale nie mówcie tacie, dobrze? - Mruga do nas dziadek. - A teraz podaj kalafonię i salmiak. I zaraz unosi się w górę drażniący ale wesoły dymek. Tak, mój brat Julian też był taką właśnie ”złotą rączką”. Smykałkę techniczną na pewno odziedziczył po dziadku. I obaj mieli poczucie humoru.

Pamiętam, że budowali wtedy projektor filmowy z bobinkami na 35 mm. To były pierwsze marzenia mojego starszego brata o filmie. Julian i Julian nigdy nie dokończyli budowy projektora bo gazeta Młody Technik z instrukcją budowy wpadła im do gnojówki.

Potem bawiłem się blaszanymi bobinkami z Marcinem. Bawiliśmy się klawo! (Tak się jakoś mówiło.) Ojciec mojego sądeckiego kolegi był maszynistą i jeździł zieloną tekatką - TKt48.

Tak, to ten parowóz, co stoi przed starym budynkiem poczty.

TKt48

Pewnego dnia kolega zniósł ze stryszku przedwojenne pisma ilustrowane. Oglądaliśmy je w ogródku koło drewutni. Tam, pierwszy raz w życiu, zobaczyłem cudowny komiks ze światem Myszki Miki i dowiedziałem się o Disneyu. I już wiedziałem, że muszę zostać, tak jak mój brat - filmowcem i animatorem.

Mój brat Julian przyniósł kiedyś z kina Kolejarz kawałek taśmy filmowej z kadrem z jakiegoś kolorowego filmu. Po raz pierwszy zobaczyliśmy z bliska jak wygląda ścieżka dźwiękowa. Takie zygzaczki. Mój brat powiedział wtedy, że klawo by było sobie wydrapać igłą na taśmie własny dźwięk. A potem poszedł po saksofon tenorowy, i zamiast trzcinowego stroika próbował włożyć tam kawałek znalezionej taśmy filmowej. Jaki był efekt eksperymentu - nie pamiętam.

Kopaliśmy w gałę

Skąd ten saksofon? Otóż uzdolniony muzycznie brat Julian wypożyczył ze szkoły muzycznej instrument dęty, gdyż, ku skonsternowaniu rodziców, pasjonował się amerykańską muzyką jazzową. - Synu, przecież ten jazz - to muzyka bikiniarzy i dżolerów!

Zamiast projektora filmowego Julian i Julian wybudowali z dykty i ze starego obiektywu - epidiaskop. Tym wspaniałym urządzeniem można było rzutować na ścianę ogromne obrazy z gazety albo zdjęcia. Co więcej, można je było odrysować w dowolnej skali. Niezastąpione narzędzie dla rysownika ale także i nieruchome kino.

Pewnego letniego dnia, kiedy nad Starą Kolonią zapadał zmrok, gdy z podwórek szczekały psy na dobranoc, a w drewutniach kokosiły się do snu kury - wystawiliśmy z bratem na parapet okna epidiaskop. Pamiętam, że snop światła rzucił w ogród olbrzymi obraz. To był Bonifacy Krówka, bohater historyjki obrazkowej, którą drukowano w gazecie Chłopska Droga.

Dzielny chłop widłami doganiał tłustego kułaka. Kułak w rozpaczliwym skoku zawisł nad inspektami dziadka, nad gnojówką i kępą floksów. Wroga ludu uratowało wysadzenie korka, i dziadek, utyskując, musiał wymieniać coś na słupie elektrycznym. Mój starszy brat powiedział, że powtórzymy ten eksperyment zimą. Wtedy będzie biały ekran ze śniegu.

Kiedy nasz nowosądecki świat dzieciństwa odpłynął w przeszłość - mój brat - filmowiec - próbował na swój sposób przywołać z tego świata to, co się jeszcze dało, i to utrwalić. To dlatego w jego słynnym filmie ”Jak działa jamniczek” pojawia się głos bardzo podobny do głosu naszej babci, która mówiła z wyraźnym akcentem kresowym. Julian Antonisz zbudował wiele niesamowitych aparatów - elektrycznych pantografów, które drapały bezpośrednio na taśmie filmowej animowane rysunki. Zwykle nadawał tym maszynom nazwy: Szatko Jeden, Szatko Dwa itp. Było to nazwisko ”złotej rączki” - kolejarza nowosądeckiego - dziadka Juliana.

Na tych urządzeniach, które przypominały mi sądeckie ciuchcie i same w sobie były dziełami sztuki - powstały niezapomniane filmy Juliana Antonisza. Nazywał swój styl: Non - camera. Pod koniec życia marzył o stworzeniu muzeum eksperymentalnej sztuki filmowej. Być może kiedyś, gdzieś takie muzeum powstanie.

Kadr z filmu Non-Camera Juliana Antonisza
Z ostatniej chwili...

Mój niesamowity brat żył zaledwie 46 lat, a jednak dokonał wielkiej sztuki, o której marzą wszyscy artyści: niebacząc na okoliczności i czas w którym przyszło mu żyć - stworzył filmy ponadczasowe.

I o to właśnie chodzi.

Richard A Antonius (Ryszard Antoniszczak) polski pisarz emigracyjny.

Jeśli ktoś chciałby jeszcze na chwilę zajrzeć w świat Starej Kolonii i pospacerować wśrod starych dekoracji - zapraszam do mojej literatury. Podaję linki:

Fragment powieści OMNIUM: 42 Rozdział pt: Ostatni występ Szpetki

Krótkie opowiadanie pt: ZAPACH FLOKSÓW

Moj kanał filmowy na YouTube: Richard A Antonius

Więcej na stronie internetowej: www.atlango.com

Credits:

©RAAntonius

Report Abuse

If you feel that this video content violates the Adobe Terms of Use, you may report this content by filling out this quick form.

To report a Copyright Violation, please follow Section 17 in the Terms of Use.