Loading

PSTROKATY DEKADENT ALBO STARZEC W MOIM WIEKU. Krótkie opowiadanie. Napisał Richard A Antonius

Richard A. Antonius (autor Czasu beboka i Omnium.)

Krótkie opowiadanie

PSTROKATY DEKADENT ALBO STARZEC W MOIM WIEKU.

Kroczyłem brzegiem morza kierując się ku białym fasadom nadbrzeżnych domów. Jarzyły się jakby uzębienie rozdziawione do słońca z którego mewy wykradały drobiny blasku niczym resztki pożywienia. W oddali skała Gibraltaru naśladowała baraszkującego wieloryba.

Stąpałem kamienistą plażą, a moje myśli oscylowały, to nad jednym żywiołem, to nad drugim. Wreszcie ustaliły się na wyobrażeniu jakiegoś filmu. Z życia pisarza.

Sam jestem pisarzem więc przypomniałem sobie, że zwykle filmuje się twórcę w chwili, gdy kroczy na granicy dwóch żywiołów. A twórca musi mieć wzrok wbity w dal, koniecznie w żywioł wszechwiedzy. Nic to, że w słonecznych okularach, przez co, nie wiadomo czy spogląda w ową dal czy kontroluje pobliską kamerę z pytaniem: czy już?

Gdzieś uprzednio czytałem, że to niepozorne miasteczko, to była niegdyś wioska rybacka o nazwie Pescadoloro. Czegóż w tej nazwie nie ma! Ryba, rybne danie, ból, rybna woń i wreszcie papuga…Złocista! No dobrze…

Wydobyłem się z piasku na promenadę, a ujrzawszy małą kawiarenkę, ruszyłem pod jej markizę. Syta mewa niechętnie zwolniła dla mnie stolik.

Bliżej ściany, siedział brodaty mężczyzna z rozwianą na wietrze plerezą. Z powodu jego pokaźnej tuszy uznałem, że musi być ode mnie starszy. Starzec, zawyrokowałem. Na białej fasadzie jego rosochaty profil zamienił się w drgający czarny pukiel. Wywołało to we mnie jakieś przeczucia myśli, jakby powidoki wspomnień, które natychmiast zostały rozproszone przez kolory owego starca. Miał on na sobie krzykliwie zieloną marynarkę w pomarańczowe paski i różową koszulę w fantazyjne rośliny. Jakieś chryzantemy, ale wesołe. Zza stolika wystawało coś włochatego. W pierwszej chwili pomyślałem, że ma rozpiętą koszulę, ale dostrzegłem małego psa, a tamto w groszki, to była kokardka między jego uszami. Pies siedział mu na kolanach. Los, a może i podeszły wiek, obdarzył zwierzaka złośliwie sterczącymi ząbkami, przez co, nie wiadomo czy się uśmiechał, czy też przymierzał się kogo by dziabnąć…

Starzec spoglądał na morze, które próbowało - widziałem to na cieniu - uładzić mu, to brodę to plerezę, niewidzialnym grzebieniem w aerozolu. Przypomniał sobie o filiżance, pociągnął łyk kawy sprawdzając przy tym, czy panuje nad drżeniem dłoni. Spojrzał w bazaltową ścianę gór kończącą zatokę, i coś sobie przypomniał, bo pomacał pod fioletowym szalikiem. Wydobył czerwone pudełko. Otworzył wieko z błyskiem słońca. Chwilę przeliczał z uśmiechem zbite w nim jak sardynki cygara. Palcami drugiej dłoni, na której jak różaniec owiniętą miał smycz, ujął rzeźbiony w dziób feniksa uchwyt laski i przycisnął nim gazetę by nie porwał jej atak wiatru. W tym momencie dosiadł się do niego zgarbiony, szczupły mężczyzna w zielonym kapeluszu. Miał zapadłe policzki jakby jednym sztachem wessał wszystkie okruchy światła z plastikowo aluminiowych stolików. I tak trzymał. Starzec podstawił mu pudełko. Trochę pod oczy - trochę pod nos. Tamten pokiwał głową z uznaniem. Obaj przez dobrą chwilę z lubością obracali w powietrzu swoje cygara, a potem wąchali ich dorodne grzbiety. Blask słońca zdawał się trzeszczeć pod ich żółtymi palcami. Chyba byli to starzy znajomi, bo rozumieli się bez słów w ich kawiarnianym ceremoniale. Musieli mieć już wszystko omówione i przegadane aż po przemilczenie. Więc pozostał jeszcze dym, który wypuszczali z warg zaokrąglonych jak rybie pyszczki. Czarny pukiel na ścianie rozmywał się w ulotnych smugach jakby chciał odlecieć spod łopoczącej markizy. Od wielu dni sama już była częściowo naderwana do lotu.

Kelner postawił przede mną cappuccino i nawet żółty rysunek przedstawiający - ni to jesienny listek ni to corazon - przyzdabiał - nie przyzdabiał piankę w filiżance. Ale jak zamieszałem łyżeczką, to zrobił się rysunek ni to szpadla ni grabek. No dobrze…

Popatrzyłem trochę w drugą stronę. Bazaltowa ściana gór spiętrzała się w chłodnym milczeniu. Jakby chciała ruszyć z miejsca. Znowu skierowałem wzrok na stolik starca i jego asystenta. Zdawali się rozmawiać językiem pykowym, tak, obwarzankami dymu. Po chwili i ja poczułem w nozdrzach ciężki aromat jak topór lobotoma…

Ale ten cień starca skaczący po ścianie… W tym jego rosochatym puklu wydało mi się, że ukryty jest kształt głowy… ze ściętą potylicą. Płaski tył głowy. Chwileczkę, to przecież syndrom zabiedzonego niemowlaka. Gdzieś o tym czytałem. Sam tak mam, więc raczej oddaliłem takie diagnozy. Nie zgadza się. Ale starzec miał rzeczywiście płaską głowę. Jakby brakowało mu mózgu. To było moje odkrycie. Ten jego cień głowy miał w sobie coś złowrogiego… Nareszcie ze studni wspomnień wyłowiłem coś podobnego. To był cień wosku, który od świecy babcia rzucała na ścianę. Mówiła: Widzę kobietę krzyczącą, o włosach ze splątanych węży, a jak tak odwrócisz… o, to łopatę widzę… Wtedy powróżyła wujkowi Poldkowi. I sprawdziło się, bo jego pogrzeb odbył się zaraz przed świętami.

Miała moja babcia w modlitewniku też takie coś czarne. Raz przeciąg wyrwał jej to z książeczki i pognało to to po podłodze w podskokach, a ja przed tym uciekałem z krzykiem. Dookoła stołu. Jak innego dnia, uciekałem przed fryzjerem. Babcia zapewniała żebym się nie bał, że to pukiel pamiątka, jeszcze z Syberii, i że nie ugryzie. W końcu nadepnęła to pod ścianą, włożyła do książeczki i ją zatrzasnęła. Ale to i tak wystawało. Widziałem, jak poruszało czarnymi koniuszkami włosów. Jak gdyby babcia zatrzasnęła w pułapce zajadłe zwierzątko… Od tamtego czasu nigdy nie zaglądałem do modlitewników.

Pies na kolanach starca zakrztusił się dymem, warknął i zaczął parskać. Może do tego, co pomyślałem o jego panu… No dobrze…

Potem zacząłem do nich przykładać wróżebne oko mojej babci. I tak myślałem: Może jednak pierwszy odejdzie pies. Bo jest głupi. Potem starzec, a ten w zielonym kapeluszu (który to kapelusz bez wątpienia był kiedyś własnością starca) ten, z zapadłymi policzkami i ze swoim zdziwionym wzrokiem - przeminie jako ostatni. Siebie nie wziąłem po uwagę.

A swoją drogą wszyscy zmierzamy do tamtego stolika, i przyjdzie taki moment, kiedy trzeba będzie się zdecydować jak w owej grze w stołki…

W końcu kawa się skończyła, słońce zaiskrzyło o łańcuch gór, a cień starca zaczął ześlizgiwać się długim nosem Pinokia za węgieł domu. Jakby mu głowę urywało.

Pozostawiłem kawiarnię za sobą i starca z psem i asystentem w obłoczkach dymu pod wzdychającą markizą na tarasie.

Mam znajomego, który od paru lat próbuje pozycjonować się na stare lata. Powiada, że w mysiej dziurze nie da się schować. Że chodzi tu o zderzenie ze ścianą. Wcześniej czy później. On chciałby zderzyć się z nią z wdziękiem i godnie, a najchętniej przejść przez nią tak, żeby się jego atomy minęły z jej atomami. Elegancko i bezkolizyjnie.

Jak go spotkam, to mu opowiem o metodzie z Pescadoloro. O metodzie pstrokatego dekadenta w towarzystwie, puszczającego dym z cygara w bazaltową ścianę na końcu zatoki.

Wróciwszy do domu opowiedziałem wszystko żonie. Słuchała - nie słuchała. Pokiwała głową. Potem powiedziała, że pomoże mi dobrać wesołą marynarkę. Co więcej, już widziała coś takiego na przecenie, i to był nawet Hugo Boss, w pomarańczowe paseczki. Prawie taka sama jak na tym starcu w twoim wieku. - Zapewniła mnie. No dobrze… chciałem coś wtrącić. Ale żona mówiła dalej: Zamiast cygara zainteresuj się fajką. Smród z cygara osadza się na ścianie, a fajka pasuje do pisarza. Jest taki sklepik z fajkami. I laski też tam sprzedają. Na przykład z gałkami z kości słoniowej. Tak powiedziała i dodała: A czerwone buty można kupić na głównej ulicy w San Pedro, wiem gdzie, tam, jak się idzie do ryneczku. Jutro tam pójdziemy.

Copyright by © R A Antonius

antonius@tele2.se

Parę linków do stron autora:

www.atlango.com

Zapraszam do przeczytania mojego najnowszego opowiadania opublikowanego w internetowym magazynie poświęconym polskiej literaturze pięknej - Wizje:

"ZAPACH FLOKSÓW"

Link do wybranego Rozdziału z powieści OMNIUM:

https://spark.adobe.com/page/Qev1M2jbcACed/

Link do Portfolio Creo+Art: https://spark.adobe.com/page/R4axJhRqQr0MX/

Link do Portfolio Paintings: https://spark.adobe.com/page/Pd4CgktgplnBW/

Kanał filmowy na YouTube:

https://www.youtube.com/channel/UCf24oWzAYreH3LiFbSkYDLA

Można mnie również spotkać na Facebooku. Zapraszam.

Drogi Czytelniku, jeśli masz ochotę zapoznać się z moją sztuką teatralną, którą poświęciłem mojemu MIstrzowi Słowa - Jeremiemu Przyborze - zapraszam tutaj:

" Nie-Bieski Kabaret albo dalsze peregrynacje Pana B do Siódmego Nieba ". (Z piosenkami.)

Created By
Richard A. Antonius
Appreciate

Credits:

Copyright by © Richard A. Antonius

Report Abuse

If you feel that this video content violates the Adobe Terms of Use, you may report this content by filling out this quick form.

To report a Copyright Violation, please follow Section 17 in the Terms of Use.